c_400_280_16777215_00_images_2018-03-28.jpg

Danuta Siedzikówna „Inka” przyszła na świat 3 września 1928r w Guszczewina zwanej białoruską Huszczewiną. Pochodziła i mieszkała w Narewce. Jej ojcem był Wacław Siedzik, studiował na politechnice petersburskiej, gdzie angażował się w działalność niepodległościową.

Jako 19 – latek schwytany przez carską ochranę (tajna policja polityczna w Imperium Rosyjskim, powołana przez cara Aleksandra III po zabójstwie cara Aleksandra II w 14 sierpnia 1881, rozwiązana w 1917 po wybuchu rewolucji lutowej) wywieziony na Syberię, tam zahartował się, zmężniał. Eugenia Tymińska matka Danusi była o 11 lat młodsza od męża, znała języki z rodzicami zjeździła kawał świata. Miłość Eugenii i Wacława była wyjątkowa, poznali się w Kalnie i od razu nie mogli bez siebie żyć. Ojciec Danki był leśnikiem. Wraz z żoną mieszkali w leśniczówce we wsi Narewka. Trzynaście dni po narodzinach ochrzczono Danusię , oraz jej o rok starszą siostrę w nalewkowym kościele. Chrzestnymi byli babcia Helena Tymińska, oraz leśnik Stefan Obuchowicz. Była jeszcze Irenka najmłodsza z trzech sióstr. Urodziła się w póżniejszych latach. O dziecięcych latach Inki wiemy mało. Tylko mgliste wspomnienia siostry Wiesi… chodziła po drzewach, lepiej od chłopaków, zawsze uśmiechnięta skora do zabawy. Najbardziej lubiła grę w chowanego, we wsi kryjówek nie brakowało. Do domu Wacława i Eugenii dołącza również babcia Aniela (matka Wacława), która od małego afiszuje siostry do pracy w domu, gospodarstwie. W 1935r. Danusia zaczyna naukę w szkole w Olechówce koło Narewki. W sierpniu 1939r Inka wraz z siostrą Wiesią mieszkają u dziadków w Harasimowiczach by pójść do szkoły salezjańskiej w Różanymstoku. W wrześniu siostry wróciły do Narewki i obserwowały sytuację. Po wybuchu II wś, rówieśnicy z którymi dzieliła najmłodsze lata stały się wrogami (czyt. Białorusini, Żydzi) 

Okolice Narewki, Olechówki weszły w skład Białorusi Zachodniej. 22 października odbyły się wybory do Zgromadzenia Ludowego Białorusi Zachodniej o przyjęcie w skład ZSRR(Polacy głosowali przeciwko). Z nich wynikało jednogłośne poparcie dla ZSRR. 2 listopada prośby zostały zaakceptowane. Nadeszła zima, czasy były ciężkie. Czytanie do lampy na głos, wspólna modlitwa. Można powiedzieć ,że wtedy rodziła się „Inka”. 10 lutego 1940r. nad ranem wojsko zapukało do domu Siedzików. Enkawuedzista przeczytał dekret o deportacji. Zabrano tylko ojca, reszta miała szczeście z względu na chorobę – szkarlatynę. Tak orzekł felczer ( w tamtejszych czasach była to osoba która znała się na wszelkich dolegliwościach tych zwierzęcych i ludzkich).W późniejszym okresie gospodarstwo weszło pod własność władzy. Danusia wraz z rodziną zbierała suchary. Zaczął się czas wędrówki i pomieszkiwanie u życzliwych osób. Pociechą były listy listy od ojca, który pisał ,że pracuje w kopalni złota. 22 czerwca 1941 przez Bug przeszły dwie dywizje Wehrmachtu. W okolicach Narewki broniła się stacjonująca radziecka  49 dywizja piechoty. Niemcy wzięli ich do niewoli. Siostry liczyły , że jedni i drudzy się wykrwawią i wróci Polska. Wejście Niemców sprawiło ,że deportację na wschód uniknęła siostra Danki – Wiesia. Armia niemiecka uwolniła kilka pociągów z wywożonymi. Niemcy szybko wprowadzili swoje zasady min. Godzinę policyjną. W wyludnionej Narewce Siedzikówny znalazły lokum. Mieszkali wspólnie z koleżanka Danki z matką. Eugenia działała w Armii Krajowej. Jeździła na zebrania do Warszawy, miała sporo kontaktów w 1941 zaprzysiężona w do Obwodu Bielsk Podlaski ZWZ ( Związek Walki Zbrojnej). 20 listopada 1942 aresztowano Eugenię. Prawdopodobnie był to donos. W niedługim czasie zachorowała na tyfus. Wyszła z tego. Dogadała się z lekarzem, że zostanie do pomocy. Gdy córki przychodziły ją odwiedzić, wychodziła na zewnątrz i udawała , że zamiata. Wiesia nie wytrzymała widoku matki wychudzonej z powybijanymi zębami, łysej ogolonej po tyfusie. Więcej matki nie odwiedziła. Chodziła Danka, blisko 80km w jedną stronę. Nie miały pieniędzy na bilet. Wszystko co wartościowe spieniężyły. Wiesław i Eugenia zmarli niemal w tym samym czasie nie wiedząc o swoich losach. Matkę Danusi rozstrzelano 16/17/18 września 1943r. nie wiadomo gdzie ją pochowano. Ojciec po katożerczej pracy w kopalni złota w wyniku amnestii został uwolniony trafił do powstającej pod dowództwem generała Andresa Polskich Sił Zbrojnych. Ze względu na choroby nabyte przez pracę w kopalni nie był w stanie do czynnej służby. Mógł jedynie podróżować z wojskiem, trafił do Persji. Został komendantem obozu dla cywili w Teheranie. 6 czerwca 1943r. zmarł z powodu zakażenia odmrożonych kończyn. Babcia Aniela tuliła i uspokajała wnuczki. To ona powiedziała „ Dziewczynki, zemstę zostawcie Bogu”. 

W 1943 do Armii Krajowej dołącza niejaka Danuta Siedzikówna przyjmująca pseudonim „Inka”. Nie znane są konkretne okoliczności jakimi sugerowała się wybierając pseudonim. Przysięgę złożyła na ręce Staszka Wołoncieja PS „Konusa”. Na przełomie września i październik 1943 powstał oddział V Brygady Wileńskiej Armii Krajowej pod dowództwem Zygmunta Szendzielarza PS „ Łupaszka” .  Danusia wraz z siostrą Wiesią chodziły na szkolenie sanitarne. Obie siostry konspirowały. W styczniu 1945r. wydano rozkaz o rozwiązaniu AK. Powołano Armię Krajową Obywateli służyć w niej miały siostry Siedzikówny oraz żołnierze od Łupaszki. Oswobodzili tereny Narewki, Danusia dostała pracę biurową w nadleśnictwie i zatrudniona była do czerwca 1945r. Jest to też data aresztowania całego nadleśnictwa przez sowietów za współpracę z oddziałami leśnymi. W czasie transportu trafiła na akcje partyzancką. Obito ją i kilku innych. Po tym przyłączyła się do oddziału „Konusa”. Na co dzień zajmowali się rozbrajaniem posterunków, ale Staszek Wołonciej trzymał Danusie z dala o takich akcji. 1 lipca 1945r. Inka poznała majora Łupaszkę, potrafiła o nim opowiadać bez końca jaki był wspaniały. Dostała przydział u Jana Mazura „Piasta” tam było zapotrzebowanie na sanitariuszkę. Jako partyzanci chodzili z miejsca na miejsce. Oddział był cały czas w ruchu. Szczególnie nocą. W lasach palono ogniska, śpiewano patriotyczne pieśni, prowadzono ćwiczenia strzeleckie. Uczono musztry, czytania map. Danusia bardzo lubiła śpiewać, uśmiechać się. Była bardzo życzliwa. Tak zapamiętali ja koledzy z oddziałów. „Piast” zaczął działać na własną rękę dokonując rabunków, również gwałtu. Szybko zebrano sąd i dokonano wyroku. Ludzi „Piasta” porozrzucano po szwadronach. Inka dostała się pod skrzydła Mariana Plucińkiego „Mścisław” . Poznała tam ludzi z którymi będzie związana do końca życia.Plutonowego Zdzisława Badochę „Żelazny” , podporucznika Henryka Wieliczkę „Lufa” i Leona Smoleńskiego „Zeus”. Pierwszą osobą którą Danka opatrywała był „Czaja” jego stan był na tyle zły, że musiał trafić do szpitala. 2 sierpnia 1945r. przedstawiciel komendy okręgu odczytał rozkaz w którym napisano o rozwiązaniu wszystkich grup zbrojnych. Danusia wrócić do Narewki nie mogła. Jako sanitariuszka zadania miała proste dbać o zdrowie i schludny wygląd oddziału. 15 sierpnia w Jabłonnie Lackiej miał odbyć się odpust. Danka z chłopakami z oddziału poszła na zabawę.  Kolejne zgrupowanie 7 września w gajówce Stoczek miało być ostatnim. Major Łupaszka ogłosił rozwiązanie oddziału. Romuald Rajs „Bury” wygłosił płomienne przemówinie. Mówił o tym ,że nie zamierza składać broni. Mścisław spytał Inkę czy ma gdzie iść. Odpowiedziała ,że uda się do dalszej rodziny. Nikt nie wie co dokładnie Danusia robiła jesienia ’45r. Trafiła do wujka Bruna Tymińskiego uczącego się w Białymstoku z ciężkim zapaleniem pół. Po kilkunastu dniach doszła do siebie.  Bruno przewiózł ją do babci Tymińskiej. Po nowym roku Wiesia postanowiła wybrać się do Narewki zobaczyć co słychać u babci Anieli i Irenki. Na dworcu w Białymstoku złapali ją funkcjonariusze UB. Bili, przetrzymywali. Wypytywali o Danusię. Wypuścili ją po 10 dniach, ta szybko zawiadomiła Bruno, który wywiózł Inkę do Gdańska. Zostały zmienione papiery. Pomógła w tym babcia Tymińska oraz chrzestny Obuchowicz, który zabrał ją do Miłomłynu koło Ostródy, tam miała pracę. Łupaszko montował oddział zbierał ludzi, na Danusie czekał „Zygmunt” ta pakowała się w pośpiechu. Co ją kierowało by wrócić do lasu nie wiadomo. Oddział podzielono na trzy szwadrony. Organizują skoki na monopol, poczty. Danusia po pewnym okresie bierze urlop i jedzie do babci Tymińskiej. Nie jest ona zadowolona z wyboru wnuczki. Po powrocie do oddziału dostała przydział jako łączniczka, miała skontaktować się z „Żelaznym”, sprowadzała nowych do oddziału. Okręg Wileński. Przed wyborami zorganizowali akcję propagandową, rozwieszali plakaty. Ostatecznie Inka trafia do oddziału pod skrzydła „Żelaznego” z którym wykonuje masę dobrych akcji. Na jednej z akcji zostaje ranny, trzeba go przewieźć do szpitala, nad ranem dojeżdżają go gospodarstwa, tam jeden z żołnierzy mówi ze ma znajomych w okolicy. Udaje mu się ściągnąć woźnice i bryczkę. Zabierają Żelaznego. Dowództwo przejął „Leszek”. Żelazny zginął podczas rekonwalescencji  niespełna 23-letni. Danusia została wysłana do Gdańska gdzie miała kupić zaopatrzenie medyczne . U sióstr Mikołajewskich zostaje złapana. Regina Mordasówna, która również były w oddziale u Łupaszki, została złapana wcześniej złapana , poszła na współpracę i z niej wywiązywała się wzorowo. Ogrom ludzi został przez nią wydany w tym Inka. Trafiła do aresztu na Kurkowej. Tam torturowana, gwałcona  nie wydała nikogo. Postawiono jej zarzuty Sprawa sądowa miała się odbyć trzeciego sierpnia 1946r. O tym jak przebiegła rozprawa nie muszę pisać, oczywiście obciążające Danusie zeznania. Wyrok : podwójna kara śmierci, piętnaście lat wiezienia za posiadanie broni, przepadek mienia , utrata praw publicznych i obywatelskich na zawsze. Adwokat nazajutrz wystosował pismo o łaskę zgodnie z zbudowaną linią obrony. Apel oczywiście odrzucono. Ściągnięto Księdza Prusaka.Był przerażony nieludzkim trakowaniem. Wyspowiadał Siedzikównę, chciała ,aby przekazał środowisku ,że ją rozstrzelano . W raz z Danusią wyrok kary śmierci otrzymał również Feliks Selmanowicz „Zagończyk”. Oboje tego samego dnia w tym samym pomieszczeniu tzw „Sali śmiechu” do dzis nie wiadomo skąd ta nazwa. Nadszedł dzień egzekucji. Ubowcy nie byli uprzejmi dla skazańców a wrecz ordynarni, chamscy. Staneli w Sali śmiechu. Wybmiewają słowa „ po zdrajcach narodu polskiego, ognia! Na trzy cztery Inka i Zagończyk krzyczą : NIECH ŻYJE POLSKA! Padły strzały, zaszwankowała broń. Zagończyk ranny, Inka draśnięta. Zdołała ostatkiem sił wykrzyczeć : Niech żyje Łupaszka! Po tym obydwoje zostali zabici. Pochowani w półtrumnach. Przez 70 lat nikt nie wiedział gdzie. 

 

Słynne słowa Inki na pożegnanie które wypowiedziała „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”

 

NIECH ŻYJE POLSKA JAK KRZYNĘŁA INKA!

 

Our website is protected by DMC Firewall!