c_400_280_16777215_00_images_2093740-dzieci-643-482.jpg

Nie twierdzimy, że program wychowania do życia w rodzinie i jego realizacja są doskonałe. Tylko czy nie prościej poświęcić zapał i pieniądze podatników na udoskonalenie go niż na przeprowadzanie eksperymentów na dzieciach? Organizatorki nie przyjmują tego jednak do wiadomości.

 

10 kwietnia w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego odbyło się spotkanie z przedstawicielkami Fundacji Nowoczesnej Edukacji SPUNK - panią Anną Jurek oraz Aleksandrą Dulas [redaktor naczelną pisma „Miasto Ł” – przyp. red.]. Po krótkim omówieniu swojego autorskiego programu edukacji seksualnej znalazł się czas na debatę. Nie zabrakło w niej głosu działaczy łódzkich struktur Ruchu Narodowego, w tym działaczek i działaczy ONR-u, a także przedstawicieli Forum Rodziców i Wychowawców „Nie szkodzić”.

W debacie głos zabrał dr. hab. n. med. Jacek Golański – specjalista w dziedzinie biologii medycznej z łódzkiego Uniwersytetu Medycznego. Zwrócił on uwagę na wątpliwą fachowość przygotowania programu, który przecież powinien łączyć w sobie takie nauki jak np. biologia czy seksuologia. Tymczasem autorki, jak same stwierdziły, posiadają „wykształcenie humanistyczne” – dziedziną pani Dulas jest etyka. Jest to częste wśród edukatorów seksualnych. 

Można było odnieść wrażenie, że głównym aspektem owej „edukacji” jest odkrywanie seksualności dzieci, koncentrujące się na popędzie płciowym i czerpaniu przyjemności. Szkoda tylko, że prócz tego niewiele się mówi o budowie więzi emocjonalnej z innym człowiekiem oraz o odpowiedzialności. Do jednych z ciekawszych stwierdzeń pań tego dnia należała opinia, iż człowiek wcale nie dąży do założenia rodziny. W programie projektu „edukacyjnego” ani razu nie pada słowo „małżeństwo”. 

Intrygującym punktem owego programu jest wprowadzanie tzw. „treści równościowych” oraz            punkt poświęcony „stereotypom płci”. Autorki określiły go jako punkt „antydyskryminacyjny”. Na pytania o dyskryminację światopoglądu katolickiego odpowiedziały, iż katolicy mogą robić swoje projekty. Panie przyznały, że chociaż zajęcia mają podobać się wszystkim uczniom – nawet muzułmanów – to zdarzyło im się wyrzucać uczniów z lekcji (czy raczej dyskusji, bo jak wspomniano brak jest ściśle określonego celu i programu zajęć). Jak mówiły - za chamstwo, za przeszkadzanie i za śmiechy. „Młodzież wolała czytać Pana Tadeusza w bibliotece” – kpiła jedna z prelegentek.

„Edukację” seksualną można nazwać eksperymentami na dzieciach, bowiem jedyną formą oceny ich efektywności jest ankieta ewaluacyjna wśród uczniów po skończeniu zajęć. Co więcej, nikt – także specjalista – nie może wejść na zajęcia prowadzone przez edukatorów seksualnych. Chyba, że zgodę na to wyrażą… uczniowie. Oczywiście o ile ktoś o to poprosi.

Interesujący jest również „kanon lektur” polecanych przez SPUNK, do którego należy chociażby „Wielka księga cipek”. Ze strony przedstawicielek Fundacji padały takie nazwiska „autorytetów” jak Wanda Nowicka czy Magdalena Środa. Mimo wielokrotnych próśb pytających nie padł tytuł ani jednej publikacji naukowej wchodzącej w skład piśmiennictwa. 

Choć pytań było więcej, spotkanie dobiegło końca ze względu na ograniczenia czasowe. Poza przedstawicielami Ruchu Narodowego i Forum Rodziców i Wychowawców „Nie szkodzić” pojawiło się kilku indywidualnych gości. Cała debata odbywała się w kulturalnej atmosferze. 

 

Marta ONR 

 

Our website is protected by DMC Firewall!