c_400_280_16777215_00_images_2017-04-11-dekomunikacja-lodzi-daniel-jarocki.jpg

2 kwietnia br. nastąpiła rewolucja w łódzkim transporcie miejskim. Jej efektami, widocznymi już na dzień po wprowadzeniu zmian, były chaos i zdenerwowanie podróżnych.

Czas zweryfikuje, czy całe zamieszanie związane z komunikacją było uzasadnione, czy po prostu roztrwoniono w ten sposób pieniądze podatnika. Pierwszą kwestią, godną podkreślenia, jest brak wcześniejszego przygotowania podróżnych na zmiany, jak i brak konsultacji przy podejmowaniu decyzji o ich wprowadzeniu. Wiele spośród nich, nie odpowiada mieszkańcom Łodzi i okolic. Możliwe zatem, że pośpiech przy ich wprowadzaniu był konieczny, aby uniknąć protestów. Po zmianach skrócono wiele linii lub rozbito je na kilka części (np. linia 57 rozbita na 57 i 85), a przecież wystarczy zapytać kogokolwiek na ulicy, by dowiedzieć się, że wolałby jechać nawet chwilę dłużej, ale jednym środkiem transportu, niż przesiadać się, gdyż zawsze jest to ryzyko, że tramwaj/autobus nie przyjedzie, spóźni się lub już odjechał. Ale z przesiadkami wiąże się coś jeszcze – czas oczekiwania. Dla przykładu, jadąc jakąś trasę jednym środkiem komunikacji 15 minut, kupowaliśmy bilet 20 minutowy. Obecnie tę samą trasę pokonamy również w 15 minut, ale z przesiadką, np. 10 minutową, co wymusza na pasażerze kupno biletu 40 minutowego. Czyżby miasto próbowało w ten sposób zarobić więcej? Kolejną sprawą jest likwidacja biletów jednoprzejazdowych i uniemożliwienie kupna biletu u prowadzącego pojazd. Bilety te były tańsze od biletów 60 minutowych i stanowiły alternatywę dla długich przejazdów na jednej trasie. Dodatkowo bilety można teraz nabyć w pojeździe jedynie w biletomacie, co oznacza że w przypadku jego awarii (a te zdążają się często – szczególnie zimą), pozostaje podróżnemu jedynie jazda bez biletu. Należy również pamiętać, że nie wszystkie biletomaty obsługują płatności gotówkowe, dla ludzi młodych nie stanowi to większego problemu, ale ludzie starsi często nabywali bilety u kierującego właśnie z powodu braku karty. Jeżeli zabrano im tę możliwość, to wszystkie biletomaty powinny posiadać możliwość zakupu biletu za bilon. Główną zmianą przemawiającą na niekorzyść reformy, jest obcięcie dużej ilości kursów porannych, przez co autobusy i tramwaje jeżdżące na długich trasach są przepełnione, co z kolei wpływa na komfort jazdy i sam czas przejazdu, ponieważ postoje na przystankach trwają znacznie dłużej, a drzwi często nie zamykają się za pierwszym razem. Usunięto lub zmieniono również wiele tras podmiejskich np. linią 16 nie dojedziemy już do Zgierza z Kurczaków. Z linii tej zrobiono wręcz mix linii 15 i 8. Takie dążenie do niepokrywania się linii tramwajowych, spowodowało brak możliwości dojechania z ulicy Paderewskiego na ulicę Piotrkowską bez przesiadki, co zakrawa na kpinę biorąc pod uwagę obecność torowiska, jak i potrzeby społeczności. Mieszkańcy gmin podmiejskich mają kłopoty z dotarciem do pracy, właśnie przez konieczność przesiadania się, nierzadko wielokrotnego. Warta podkreślenia jest też podwyżka cen biletów, nieadekwatna do stanu, komfortu przejazdu i punktualności łódzkiej komunikacji oraz zarobków łodzian. Porównując ceny, MPK Łódź jest na poziomie Wrocławia, co wydaje się niemal nie do pomyślenia. Jedyną zmianą na plus jest zmniejszenie kosztów biletu całorocznego. Podsumowując, dwa dni darmowej komunikacji w żaden sposób nie są w stanie zrekompensować mieszkańcom reformy, czy raczej deformy, przeprowadzonej przez miasto. Zmiany powinny zostać przeprowadzone metodą małych kroków, zaczynając od zmian poszczególnych linii, informacji dla pasażerów jak, dlaczego i po co owe zmiany są wprowadzane, wraz z możliwością konsultacji i wsłuchania się w głos użytkownika, bowiem to komunikacja jest dla ludzi, a nie ludzie dla komunikacji. W zaistniałej sytuacji tydzień darmowej komunikacji nie wystarczyłby do zapoznania się ze zmianami, a miasto chwali się rozdawaniem darmowego informatora, i to w dodatku już po wprowadzeniu reformy. Należy jednak podkreślić, że to nie MPK Łódź, a ZDiT oraz miasto odpowiadają za zmiany. Znaczna część środowiska MPK uważa je za niedopracowane i sporządzone na kolanie. Jednak postulaty tegoż środowiska, zostały przez miasto odrzucone. Reforma miała prawdopodobnie zaowocować wzrostem wpływów do kasy miasta, jednak z dużym prawdopodobieństwem, przyczyni się do wzrostu zakorkowania Łodzi oraz upadku MPK. Ludzie po prostu zrezygnują zupełnie z komunikacji miejskiej na rzecz indywidualnej, bo jeżdżenie przepełnionymi autobusami, na trzy przesiadki i za taką cenę - będzie po prostu nie do przyjęcia.

Our website is protected by DMC Firewall!