c_400_280_16777215_00_images_news_2017-07-06-bogdan-cichocki-artyku-kierunki.jpg

Kiedyś dość zasłużona osoba dla Narodowego Radykalizmu, jeśli chodzi o okres III RP, powiedziała, że radykalizm NR-u czy ONR-u to na pewno nie robienie na siłę wszystkiego, co szokujące, bez głowy, bez żadnego zastanowienia. To oczywistość. Ale mało, zresztą takie kryterium rozwagi etc. jest względne.

Osobiste rozwikłanie takowych kwestii to pewna droga, która przynajmniej powinna być ważna, elementarna dla każdego rewolucyjnego nacjonalisty, tradycjonalistycznego nacjonalisty integralnego czy jak zwał.

Rozwijanie takiego tematu jest właściwie niebezpiecznie śmieszne, bo każdy ma jakieś swoje zdanie i, przynajmniej w sensie biologicznego procesu, myśli. Symptomatyczna jest jednak jedna rzecz. Ilu ludzi uznających się za zwolenników NR tyle twarzy tej kontrowersyjnej, ożywczej idei. I tak będzie, lepiej więc nadawajmy mu oblicze dostojnej, choć radosnej samczej walki, a nie odpowiedzialnego uwiądu, bo mówiąc językiem konstruktorów nastąpi przesztywniewnie. Tym bardziej, że często się zdarza tak, że ludzie mający się za wielkich i kumatych narodowych radykałów wrzucają pod legendarnie złowieszcze dla postępowców falangistowskie symbole bardzo dziwne rzeczy. To jest kolejna rzecz z radykalizmem wspólna o tyle, że radykalnie dziwna. Jest to pole, w które wchodził tu nie będę, bo temat jest na kolejne serie takich około radykalnych przekomarzań. Nadmienić warto, że w narodowo-radykalnym, podpartym przesłankami tradycjonalistycznymi kręgu, tymi dziwnymi rzeczami będzie nie inspiracja źle ocenianymi przez historię postaciami z nacjonalizmów zachodnich, salut czy marszowy huk. Bo raz – nie jest to wcale dziwne, dwa – raczej za mała niż za duża część klimatu ma ma takie spojrzenie. Dziwną rzeczą w NR-owskich organizacjach będzie wymuskana grzeczność, tolerancja wobec przeważających w społeczeństwie trendów i tendencji, odżegnanie się od RNR-owskiego dziedzictwa w końcu. Ile osób, tyle wtrąceń do tej żywej właśnie mozaiki. Od słownych zabawnych „spinek” o subkultury, do małych (skromnie czy nie skromnie powiem, że nie potrzebnych) elaboratów kto jest bardziej ultrakatolicki. Ale są też naprawdę chore, symptomatyczne, rzucające się w oczy tematy. Bo jak widzę (czy zdrową czy nie zdrową to już wykształceńcom oceniać, a i tak nie warto ich słuchać) fascynację np. francuskimi dywizjami pewnej sławnej na cały świat formacji, a z drugiej strony jakieś subiektywizmy doktrynalne odnośnie elementarnych podstaw, które skutkują tym, że z myślą NR-owską identyfikują się ludzie plujący na Degrella albo jakieś ,,katolicko-narodowe feministki”(!), no to cóż… Szybko uciekając z wątku i pedantycznych analiz stwierdzić jasno tylko trzeba, że pierwsze na pewno nie jest z NR-em niezgodne, a drugie, no to po prostu endecja jakaś skostniała. Taka trochę nowoczesna, trochę ,,przyzwoita”, żeby się nominalnym, szarym tendencjom nie narazić. Tylko recytować jak cała reszta świata:”postęp przecież musi być”, „ale to był przecież SS-Man…”, ,,liczy się przede wszystkim gospodarka”, „trzeba zrozumieć i aborcjonistów”, „ale tam jest wojna”, „ich ciało, ich wybór”, ,,po co kara śmierci? Czego by nie zrobił, każdy jest człowiekiem”. I karuzela. Taki wypisz, wymaluj podwieczorek czy obiad u ułożonych znajomych. A radykalizm nosi sobie w (moralnie nadpsutym czy nie, jak chcesz) serduszku. No na dłuższą metę tak się nie da.

Pewnym problemem dla stonowanego spojrzenia na tygiel narodowego radykalizmu jest i będzie sama przemądrzała obecność w klimacie (no i działalność) filozofów, również tych prawdziwych. Szczególnie filozofów optujących za różnymi modulacjami tradycjonalizmu, w znaczeniu dosłownym, nie integralnym. Optowanie powrotu starego będzie i jest u nich zwykle bowiem połączone z docenieniem przaśnego brudu charakteryzującego przeszłe wieki. Dopatrywanie się w przeszłości czasów Bożych – sami widzicie jak to brzmi, choć zależy jakie bóstwa by się interpretowało. Wtedy owszem widać, że większość czasów jakiegoś boga uznawała, najczęściej będącego jedynie stworzeniem. Nawet ogromna część starożytności (w sensie filozofii, zwyczaju, realiów) była uważana za pozostałość dawnych (dawniejszych, często zdegenerowanych ) kultur przez samego Evole, mizantropijnego okulto-heretyka, a nie za coś nieskalanego, więc opowieść o niegdysiejszej idylli, deifikacja przedrewolucyjnej przeszłości nie wytrzymuje krytyki. Szczególnie z pozycji narodowo-radykalnej.

Z czasem zauważa się, że mało jest rzeczy leżących niżej, będących większym upadkiem, niż dyskusja z ogłupiałym dziennikarzyną czy przemądrzałym wykształceńcem (choć by był nawet reakcyjny i legitymistyczny; większość jednak jest niezmiennie marksistowska, czy tam neomarksistowska). Czasem ogłupieńczo i bez namysłu przywoływany jest w środowisku szeroki fenomen Kapitana Legionu Żelaznego. To warto by było chyba wyłuskać jakieś elementarne podstawy stamtąd w końcu. Otóż jak Codreanu i każdy cokolwiek myślący, nawet współczesny, uzna za odpychające zjawisko pędu dysputy, pokazywania się z habilitowanymi, próby legitymizacji w świecie naukowych katedr, wśród bardzo drogo ubranych i życie znających ważniaków. Nic nie przewyższy ciszy ascezy, jak i bojówkarskiego dynamizmu. Podpieranie się logiką politologiczną czy błahym uznaniem poczciwców to takie dziecinne. A jednocześnie starcze ideowo. Na prawdę nie warto i nie trzeba zabiegać o uznanie naukowca i jego trzeciej żony, choćby był i księdzem. Czy motłochu powtarzającego hasła, których nie rozumie.

Mówiąc o radykalizmie naszej odmiany ideologii nacjonalistycznej nie sposób uniknąć prostych formuł, truizmów. To dlatego, że są słuszne. Właściwie nawet możemy zastosować nauczycielski i ciut przemądrzale odpychający zabieg odczytania słowa radykalny z łacińskiej jego etymologii. Radix – korzeń , rdzeń – samo suche znaczenie tego łacińskiego źródłosłowu, jak i przymiotnika radykalny, kojarzącego się z bezkompromisowością już wyczerpuje całą kwestię. Powrót do elementarnych początków, dostojności ducha, centralnego punktu. Umundurowanie przeciw bezpaństwowym utopiom, aspołeczność przeciw antypaństwowym, a ton nadającym prowodyrom. Cały czas mowa o Państwie, rzeczywistości duchowej, żeby nie zrobiło się zbyt konstytucyjnie.

I teraz powiedzieć w czym się radykalizm NR-owskiej ideologii ma wyrażać, rzecz jest to łatwa. Zawsze mówi się łatwo. Zawsze to będzie wypowiedziane autorytatywnie, zdawałoby się bez pokory. NR nie jest bowiem typowym kontynuatorem myśli ,,konstruktywnej’’, dobrej rozmowy przy stole, bo przecież nic jej nie zastąpi… Przynajmniej według zdegenerowanej polskiej kinematografii. NR to zero pustosłowia, jak u Codreanu – zero nieprzemyślanej krzykliwej gorączki ruchliwości, jak u Evoli – zero pokazowego łaszenia się do możnych świata, jak w Hiszpańskiej Falandze, pesymizm co do kondycji społeczeństwa, jak u Piaseckiego, realny chrystianizm – jak u Mosdorfa. Narodowy radykalizm to ten mundur, o którym śpiewał zespół Szczerbiec. To stanowcze odsunięcie się od głównego i każdego pobocznego ścieku.

Kiedyś byliśmy sami. Można powiedzieć… Oprócz świadomości, że kilku niepokornych naukowców, ludzi dużego formatu i to przede wszystkim na Zachodzie, idzie drogą Trzeciej Pozycji, nacjonalizmu rewolucyjnego, tradycyjnej awangardy, nie było zbytnich pozytywów. Często zresztą byliśmy skazani na wyłuskiwanie dobrych wątków nie tyle z prac działaczy prorzeszowych, trzeciopozycyjnych (bo to w końcu Zachód, gdzie jest i była w klimacie inna mentalność, i taki tam jest profil często nawet ultrakatolickiego nacjonalizmu), ale jakiś Luterów Pierców czy „dróg samotnego wilka”. Zresztą odsączanie rzeczy dobrych nigdy nie jest złe.

Rozproszeni po kraju, jak ten jungerowski anarcha syntezowaliśmy najbardziej ,,niedzisiejsze” i ,,nieludzkie” pomysły. Byleby być jak najbardziej antysystemowi, falangistowscy, rasowi, ultrakatoliccy, paxowscy, subkulturowi, evoliańscy. Bezkompromisowi krótko mówiąc. Chcieliśmy to wszystko na raz częstokroć.

W obliczu ówczesnego stanu (braku) literatury, prymitywnego ataku świata mediów i nauki (to się akurat nie zmieniło) ciężko jest wstecznie stwierdzać, że popełnialiśmy jakąś wyjątkową herezję. Chociaż wiedzieliśmy swoje. Swoje myślę, swoje robię i swoje wiem, jak zanucał Skunx. Ciężko (w sensie po co akurat o to) bić się w piersi, czy wzorem episkopatów wyrażać zadumane zaniepokojenie. Więcej, taką przeszłość należałoby otoczyć życzliwym wspomnieniem, a co do wielu rzeczy prowadzić kontynuatorstwo; wielu też rzeczy, o których ciężko byłoby opowiadać cioci przy stole. Których? Co kontynuować? To już kwesta wyczucia, stylu, smaku. Nie ma i nie będzie czegoś takiego jak urząd nauczycielski sztafety pokolenia nacjonalistów. Pozostaje polegać na ideowości nielicznych. Podpartej oczywiście narodowym antykonformizmem, niezmiennym subiektywizmem.

Albo cała ta co jakiś czas powracająca kwestia rozgrzebywania filozofii całego świata – Heideggerów, Schmittów, Guenona i udowadnianie jakie to mieli wielkie rogi. Albo jaką wielką aureole, bo różne skrajności w środowisku istnieją .

To są na prawdę problemy dalsze, będące jakąś pochodną, jeżeli w ogóle problemy. Chyba, że z tomizmu, który mówiąc dziecinnie wydaje się bardziej ludzki (mniej surowy) niż augustynizm, wpada się w ogóle w jakiś charakterystyczny dla różnych neo-grup parakatolicki mariaż gitarki i tańca na Mszy Świętej. Albo wszechmiłości i to tam. gdzie trzeba lać i strzelać. To już chore. I nie tylko to. Obecność dwóch, trzech czy iluś reakcyjnych filozofów czy historyków w szeroko pojętej naszej orbicie, którzy tak czy inaczej widzą pewne kwestie, nie osądza o absolutnej pozycji czy tomizmu, czy czegokolwiek innego. W naszych działaniach, odniesieniach. Nie powinna przynajmniej. Tysięczny raz za pozytywnie bezczelnym przekazem pisma „Szturm” powtórzyć należy: my, tu, teraz nadajemy stylistykę obecnemu polskiemu Narodowemu radykalizmowi. My.

Jeżeli komuś tomizm pomógł podczas ulicznej scesji (mówiąc dyplomatycznie i wymijająco) to gratuluje, podziwiam i nie wychodzę z zaskoczenia. Mówiąc bez kpin, jest człowiekiem albo bardzo dobrym albo to inna planeta była.

Parafrazując Wałęsę można stwierdzić, że „som ludzie, inicjatywy”, jedne rzeczy można uznać za słuszne i się do nich dołożyć, inne za niesłuszne i się nie dołożyć itd. W domyśle i tak większość tematów rozgrywa się jakoś pomimo nas, wynika to choćby z zasad hierarchii i dyscypliny, ważnych w organizacjach NR-owskich. Kierunki, co naturalne wytyczają ludzie z pewnym doświadczeniem. Teraz rzeczą elementarną jest właśnie określenie co jest radykalne (w domyśle dobrym zrywem, wskazem), które ostre pomysły są tylko zmąceniem, które koncepcje w końcu są jakimś baphometanizmem politycznym czy ideologicznym. A myśl radykalnie prawicowa powiedzmy, ma do tego nie mniejsze inklinacje niż gnoza polityczna leninizmu i ogólnie skrajnie lewej flanki.

Pewne miejsce w myśleniu powinna mieć dość ,,heretycka” myśl, że Przedwojnie (NR-owskie) nie jest wzorem nieskalanym. Wizja autorytarnego państwa mocarstwowego to idea nieśmiertelna. Z nowym typem zakonnika, żołnierza, bojówkarza. To oczywistość. Ale to, czy ma być senat, cechy, inicjacje kobiet w stowarzyszeniach gospodyń itd. to już koncepcje którymi same zainteresowanie to ujma dla idei . To szczegóły prozaiczne. Będą – nie będą, co to ma do dumnej flagi. Choć pół żartem, pół serio, tych stowarzyszeń, w państwie narodowym, tak na całe dnie w beznadzorowej samowoli bym nie zostawił, bo tam za kilka dni by partie bolszewicką babki założyły. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz, więc drobiazgowość, mnogość szczególików, ubóstwienie dosłowne NR-owskiej przeszłości – niech każdy sam sobie określi co to by przyniosło. Cepelia. Odpychający teatr. Mamy trwalszy niż stalowy szkielet ideologii. Pora trwale się na nim zadomowić. Nie bawiąc się w szczególarzy . Razem z innymi równie niepokornymi nacjonalistami.

Militarne dosłownie i duchowo pokolenie przedwojennych polskich nacjonalistów, rozumnie myślących państwowców (choć nie sposób tu robić inne niż sztuczne rozróżnienia ), czy ,,zwykłych ‘’ uczciwych ludzi, dało nam luksus – raz – przede wszystkim bytu państwowego, ale nie o tym. Dar wielkiej wykładni cennych rad, wskazówek, porywających świadectw i idei. Bazując na tym, nie można się jednak jedynie do tego ograniczać.

Tych składników radykalizmu, czy wariantów na dane czasy jest oczywiście wiele, a zamykają się w kilku przesłankach: nie uciekania przed ascezą, nie uciekania przed konfliktem. Streszczają się w zawsze ostrej kontrze do podziemnych kłamstw pokory i do faryzejskiej kazuistyki, czy to prawoczłowieczej, czy wywodzącej się z klasycznej prawicy .

Sfera działań pragmatycznych, a raczej praktycznych zawsze będzie wiązała się z bardzo przeciwstawnymi zapatrywaniami, taktykami i poglądami na aktywność na tym polu. Z jednej strony, wyrosła jeszcze z nacjonalistycznej części subkultury nienawiść do wszelkiej polityki, czy wręcz para integralna (w sensie paraevoliańska) niechęć do jakiegokolwiek nawet przekonywania innych do swoich racji. Ekskluzywność, elitarność, zamknięcie i chłód w stosunku do życia prozaicznego. Z drugiej strony ożywiona akcja wchodzenia choćby m.in. w samorządy (taka koncepcja przynajmniej). Popierana np. tym, iż niedoścignieni klasycy przedwojnia – Degrelle, Falanga Esp. i inni tak robili. I co tu jest radykalne z tych dwóch opcji? No obie te drogi. I zimna pogarda dla grzywek naczesanych na czoło i białych kołnierzy, a i dynamiczna, pasyjna akcja przejmowania nowych obszarów życia społecznego. Teraz znaleźć nie tyle mityczny złoty środek, co ludzi odpowiednich do obu tych typów aktywności (lub iść w ortodoksyjne rozsądzenie opcji i niezmordowane dążenie w jednym kierunku – tego nie wyczerpie, ani nie zastąpi żadne słówko pisane , przynajmniej dziś pisane. Realny stan rzeczy, reprezentatywności idei, dość depresyjnie zależy też co jasne od czynnika ludzkiego, który niejednokrotnie zawodzi. ,,Nie zrażać się’’ to chory komunał. Trzeba wybrać rzeczy najbardziej ostre i być w tym ortodoksyjnym. Podobnie z kadrą.

Chęć uzyskania aprobaty w opracowaniach naukowych i oficjalnym dyskursie, z ciotką, wykształconym czy znającym życie wujem albo w OSP, z bojówkarskiego samczego etosu zrobi magisterskiego ulubieńca środowiska, słodką duszyczkę od niedzielnych obiadów.

Podobnie żałosny będzie ,,ascetyczny’’ wojownik mrący na suchoty nad książkami, oddający się filozoficznej wojnie. Myślicie, że znajomy ksiądz komuś takiemu kibicuje, bo młodzian jest młodym (jak już wyłuszczono) wojownikiem tomizmu. Wywód dość komiczny, przykład plastyczny, przykładowa figura przejaskrawienia. Chodzi o to, że nikt nikogo za ręce nie będzie prowadził. Aktywność nacjonalistyczna zależy od Ciebie. A jeśli podejmiesz ją spaczoną , to to wszystko zejdzie na pozytywizmy , panhumanizmy i inne smrody. Albo light prawicę. Tak, jak to działo się zawsze. Idea zejdzie na miękką endecję albo klucz wyłącznie biologiczny, i to w jakimś odynicznym wydaniu z kurzymi nogami malowanymi po ścianach (krzyżami Nerona – powtarzam oczywistą oczywistość – gdyby zła składnia itd. za bardzo wymęczyła już czytającego). Przez tą obsesję (dziwnych książek) będzie jeszcze jakiś wypadek, używając języka nagłupiałych memów. Jeśli szpica rewolucyjnego nacjonalizmu (podzielonego przecież organizacyjnie) pozostanie przy kotwicach na ciuchach jedynie, anty PRL-owskiej obsesji czy wybiegach w feminizm narodowo-maryjny (bo takie rzecz też, choć z daleka, widziałem) to ci którzy z tego wysiądą będą mieli rację . Przejaskrawiam, bo nigdy się nie ucieka, ale zwracajmy na dziwne rzeczy uwagę od razu, choćby w swojej głowie. Bo później są kwiatki. Takich symptomów jest oczywiście multum. Spiesząc z tym PRL-em, z wyjaśnieniami. Nie mówię tu o słusznym antymarksiźmie, ale o pomysłach zbliżających się do idei klasy ,,zlikwidujmy Stary i Kamazy’’. W jakiejś przenośni zdecydowanie można dostrzec symptomy lansowania takiej właśnie, skądinąd bardzo komunistycznej myśli: „wszystko co było kiedyś jest złe”. I tak zaczęliśmy krytykować nawet powietrze, co przed ’89 buchało. No nie jest to NR-owska droga. Ogólnie: Nie ma co stenografować, bo tego (tych m.in. dziwnych symptomów) dużo, a w duchu falangistowskim na pewno ich nie było. Ani u Ledesmy Ramosa, ani u Markiza Primo de Rivery ani u Bolesława Piaseckiego. Klasyka tego, co ułożeni nazywają totalizmem nie zaszkodzi. Ta idea jest bezkompromisowa. Ileż kwiku i osłupienia by to nie wywołało.

Narodowy radykalizm to wzniosła myśl cywilizacyjna. Nie wchodzi on jako kierunek w żadne za duże sojusze i z przeszłością, i z nowoczesnością. Na siłę promowana sekcyjność ideologii, czy pogląd, że wszystko za co biorą się nacjonaliści ma mieć przedrostek NR , powszechność, miła twarz, adaptacyjność, to po prostu próba bolszewizacji kierunku narodowo-radykalnego. Kierunku, który dość platońsko nie ufa ogłupiałemu światu, euforii łapania się za ręce i szarlatanom pozytywnej aktywności.

A czym on właściwie jest? Cóż… Jest takie barowe stwierdzenie: „jak czegoś nie wiesz to już przegrałeś”. Tu jest podobnie. To już każdy sam musi zrozumieć. To nie endecka przesłanka wynikająca z pozytywistycznego wzoru czy przyrodniczej nauki, to nie niemiecka filozoficznie konieczność, konieczność przeżycia, ucieczki do przodu, czy fala biologicznego zachwytu nad życiem. Gdzie leży więc odpowiedź, czy jak jest osiągalne zrozumienie tej idei? Jak mówili bracia Kijanowscy (Krucjata łysogłowych) to trochę jak ,,zakochanie’’ , w pewnym momencie to wiesz . Ale nie idźmy w ckliwe śpiewy dziwnych słów. I mówiąc całkiem poważnie, właśnie poprzez pewien neoromantyczny, acz regencki, idealistyczny charakter myśli rewolucyjno-nacjonalistycznej nie zagości ona raczej w katedrach profesorskich, ale nawet i w Gościu Niedzielnym choćby. Co nie powinno dziwić, zasmucać etc. Zresztą już dawno trwają prace nad szeroką implementacją NR-u do życia społecznego, nadające mu zresztą jednocześnie czasem trochę za smutną, odpowiedzialną, a zbyt mało bojówkarsko-chojracką twarz…

Jakaś błyskawica świetnego konceptu czy olśnienia to może się pojawić jak trzeci dzień projekt się analizuje albo Nietzschego z Weiningerem. W kwestii NR nic niesamowitego się nie wymyśli. O dziwo można do tematu elementarnego opisu naszego radykalizmu podejść bardzo, bardzo prymitywnie. Żeby tekst zajął więcej niż jakieś 8 linijek nawrzucałem mniej więcej 4 wordowskie strony nagłupiałych wstawek, ale charakterystyka NR jest do bólu prosta. Narodowy radykalizm to najradykalniejszy katolicyzm (ale nie dekadencko uciekający od świata purytanizm dla słabych) i najradykalniejszy nacjonalizm, nigdy jednak nie mający choć grama tendencji anarcho-antypaństwowych. Najradykalniejszy nacjonalizm, więc nie idący na łatwiznę: czy to uciekania się do mordu, czy przyzwolenia na etniczny chaos. Radykalny katolicyzm, radykalny nacjonalizm. Bez znaczenia co powiedzą o tym połączeniu, poprzez pyskówkę, elaborat, paszkwil czy twarde zaniepokojenie: naukowcy, poganie czy dziewczęta z czerwonym paskiem. Najbardziej elementarne zdefiniowanie jest więc łatwe i to właściwie wszystko w temacie. Reszta, tomy, nadbudówka, to pokarm dla tych, co chcą wiedzieć, nie wierzyć, jakby to ujął pewien włoski baron.

Falanga Esp. , Degrelle, Legion Żelazny, Czarny Front , wreszcie co dla nas centralne, czyli ONR-ABC czy RNR Falanga zawsze niosły przesłanie radości walki. Tego, że ludzka regencja stworzonego przed wiekami porządku to zadanie uszczęśliwiające, że warto walczyć o słuszne przesłanki, sprawiedliwość i mądre zawiadywanie tym, co przekazane nam przez Boga, naturę, przodków. O ochronę nad ziemią, dziedzictwem, pochodzeniem, cywilizacją. Umiejscowienie naszego pokolenia w obecnych realiach, naprężeniach i konfliktach jest oczywiście wyzwaniem. Często kroki nasze dyktowane i tym samym wytłumiane są przez marazm, następuję załamywanie rąk. Ale jak pod brudną melodię śpiewała Deportacja nie wolno tracić nadziei, że zwycięży Narodowy Front.

Ostanie się przy radykalizmie, korzeń europejski, ta linia pochodzenia, nasza Wiara, choć zdaje się to niewyraźne, są zdecydowanie szansą wartościowego ukierunkowania wysiłku, zaczepieniem dla wędrowca tego padołu, ostoją i w naszej epoce. Cytując Evolę, w tym okresie, który ,,(…) jest erą wielkich zniszczeń, ci, którzy żyją podczas jej trwania i którym udaje się wytrwać, mogą osiągnąć owoce, które nie były łatwo osiągalne przez ludzi żyjących w innych epokach.”.

Artykuł pojawił się także na Kierunkach:

https://kierunki.info.pl/2017/07/bogdan-cichocki-radykalizm-ideologii-narodowo-radykalnej/

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd