c_400_280_16777215_00_images_rpa.jpg

Zamiast czarnego wtorku organizowanego w naszym kraju przez sfrustrowane feministki warto przyjrzeć się akcji czarny poniedziałek, a dokładniej Black Monday czyli manifestacji Afrykanerów w Republice Południowej Afryki, która odbyła się w miniony poniedziałek. Akcja mająca skupić uwagę na problem mordowania Białych farmerów na terenach należących do Południowo Afrykańskiej Republiki.



RPA jest jednym z wielu przykładów słusznie postawionej kiedyś tezy, że czarne narody są jak dzieci pod opieką matki niezdolne jeszcze podejmować słusznych wyborów i decydować o samym sobie.
Od przejęcia władzy przez czarnych komunistów w kraju można zaobserwować nasilające się ataki na Białą ludność mieszkańców republiki trudniących się zazwyczaj hodowlą lub uprawą zaopatrując mieszkańców całego kraju w niezbędne do życia produkty. W południowej Afryce większość farmerów to przedstawiciele Białej mniejszości nazywanej afrykanerami lub burami, pomimo tak ważnej dla kraju roli jaką spełniają farmerzy, rząd nie interesuje się losem farmerów a wręcz przeciwnie. Rządzący krajem prześcigają się w pomysłach nacjonalizacji ziemi i wywłaszczenia Białych farmerów z radykalnie marksistowską partią Economic Freedom Fighters (EFF), promującą Czarną supremację i walkę z "Białymi najeźdźcami". Wśród ich zwolenników popularny jest pogląd zepchnięcia Białych do morza lub załadowania ich na statki, by wrócili tam, skąd przybyli.

Od upadku apartheidu w 1994 roku Biali uciekają z RPA nie tylko z powodu braku pracy, ale również dlatego, że obawiają się o życie swoje i swoich bliskich. I nie są to niestety obawy bezpodstawne. W kraju ma miejsce podobny proces, co w Zimbabwe, rządzonym przez komunistycznego dyktatora Roberta Mugabe (który powiedział, że „jedynym białym człowiekiem, któremu można ufać, jest nieżywy biały człowiek”), gdzie od 2000 roku wywłaszczono 4100 z 4500 białych farmerów, wielu z nich zabijając, a równocześnie wprowadza się socjalistyczne rozwiązania ekonomiczne, takie jak nacjonalizacja, wysokie podatki i cła czy regulacja gospodarki. Skutkiem tego ludzie nie mają, co jeść, bo przejęte przez czarnoskórych pola nie są uprawiane, a kwitnące wcześniej farmy – dewastowane.
Każdego roku setki białych farmerów ponosi śmierć we własnych domach na terenach swoich farm z rąk kryminalistów. Oprócz morderstw w kraju prowadzona jest rasistowska polityka akcji afirmatywnej dyskryminującej Białych. Z roku na rok zmniejsza się odsetek białych na uczelniach, którzy z powodu dyskryminacji nie dostają miejsc na uczelniach a ich rodzicom trudniej znaleźć pracę, która w pierwszej kolejności jest przyznawana kolorowej ludności. Serce boli, że Biali Południowoafrykanie we własnym kraju są obywatelami drugiej kategorii, choć to dzięki nim do tego miejsca zawitała cywilizacja stawiając kraj całkowicie od zera.

Sprawdzają się tu również doskonale słowa ostatniego premiera Rodezji czyli dzisiejszego Zimbabwe Iana Smitha ostrzegającego rząd Wielkiej Brytanii przed przekazaniem władzy nad krajem w ręce czarnych socjalistów, że kraj zostanie bardzo szybko zubożony. Słowa nie były rzucone na wiatr dzisiaj po dobrze prosperującym kraju jakim była Rodezja nie ma nawet śladu. Bezrobocie w tym kraju wynosi 95% brakuje prądu, wody, transport nie istnieje a poczty są pozamykane. Wraca się tam do korzeni czarnego lądu czyli nieustannych walk wewnętrznych między zamieszkującymi dany teren grupami etnicznymi a także handlem wymiennym gdzie np. by kupić spodnie należy dać cztery wiadra kukurydzy. Dziś ci sami socjaliści, którzy nawoływali do wygnania z kraju białych kierują dramatyczne apele o ich powrót do kraju, zaś czarnoskóry lider Ruchu na rzecz Demokratycznej Zmiany (MDC), Morgan Tsvangirai, mówi wprost: „gdyby Smith był czarnym człowiekiem, byłby najlepszym premierem, jakiego miało dotąd Zimbabwe, a być może i cała Afryka”.

Czy Republika Południowej Afryki podzieli los Zimbabwe?
Wszystko wskazuje na to, że tak. Niemniej jednak akcja protestacyjna #BlackMonday polegająca na zablokowaniu kilku newralgicznych miejsc w Republice, takich jak autostrady czy transportowe arterie, jak ta w pobliżu Stellenbosch niedaleko Kapsztadu, czy w prowincji Gauteng. Można powiedzieć, że odniosła ona pewien efekt, o sprawie informowały zachodnie media jak np. BBC.
W różnych miejscach protesty przybierały różny charakter - protestujących jednoczyła modlitwa do Boga z prośbą o przebaczenie grzechów, blokady samochodowe, śpiewanie afrykanerskiego (zakazanego) hymnu De Stem van Suid-Afrika. Popierający protest południowi Afrykańczycy ubierali się tego dnia na czarno - znak żałoby po zamordowanych farmerach, stąd nazwa protestu Black Monday. Oprócz farmerów i reszty Afrykanerów w proteście wzięli udział również Czarni ludzie, w tym pracownicy farm, ale nie tylko. Ci, którzy rozumieją, że śmierć farmera to utrata miejsc pracy dla dziesiątek ludzi w pobliżu oraz problem z jedzeniem w całym kraju stawiali się na protestach chętnie.
Pozostaje mieć nadzieje, że sprawą bardziej zainteresują się zachodnie media, które mogły by wywrzeć wpływ na władze w RPA oraz mieć głęboką nadzieję, że zbrodnie na Białych farmerach ustaną.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!