c_400_280_16777215_00_images_Bez-tytuu.png

Nacjonalistyczne działania, obserwacja świata, krytyka czy identyfikowanie wrogich rewolucji narodowej przekazów, które zawsze jak te kleszcze będą zarówno ideowo lewe jak i prawe, powinny opierać się na analizie całej współczesnej zawiesiny. I lucyferian z doktoratami i jąkającego się humanizmu nie za wysokich lotów i dzisiejszych episkopatów co mówią, że łeb na pieńku to nie najgorsze rozwiązanie.

Krótko i na temat, nie elaborat z odnośnikami, że można zostać źle zrozumianym i jeszcze co? Nie ,,wysmętniajmy’’ się więc o sprzątaniu po psach, zwierzętach futerkowych czy charakterze pocałunków narzeczeńskich. Nie opierajmy się na jakiejś tam starczej ideowo powadze. Właściwie też nie polegajmy na nadmiarze przekazu nad zastanowieniem, kontemplacją i działaniem. A gdzieś w swojej głowie ani na chwilę nie zapominajmy o pupilach każdej władzy, lewackich izmów, czy „kulturalnych” prawicowców, niepodważających ani jednego oświeceniowego dogmatu o mediach, ich wpływie na społeczeństwo. Tam, w tych na pozór sprzecznych przekazach, w każdą stronę widać rozwidlenia różnych koncepcji, ale każda z nich oparta jest na nudnych, wypłowiałych, ortodoksyjnie niesmacznych, zupełnie nie samczych dogmatach religijnych, z tym, że współczesnych wyznań. Czyli fanatycznej wiary w naukę, awans i ,,prawa’’. Coś, co evoliańsko można wyznaniem wiary parweniusza nazwać. Tam dużo jest jeszcze innych aspektów współczesności i regresu. Skądinąd zawsze w anty-współczesnym przekazie pada taka nitka: „konsumpcjonizm, demokracja” itd., nie warto tego wypisywać. Wiadomo o co chodzi. W dodatku z tym konsumpcjonizmem, nie idźmy w ogromne słowa, które rzucać łatwiutko. Jak widzę jak jakiś prawicowy młodzian się ciśnieniuje w publikacji tą anty-konsumpcją choćby, to nigdy nie wiem, o co mu konkretnie chodzi? Czy o ascezę, jako 4 dniowy post czy po prostu o trochę mniej burdelu? Klasycznej prawicy i tak nie ,,przekminisz”, bo nie wiesz czy koleś tomista czy od Crowleya. A każdy w wielkie struny bije. Także bez ckliwości. Wracając, te anty-fenomeny dnia dzisiejszego, wciskane ludziom jako coś właściwego, a w przyszłości być może obwarowane czasem dziesiątkami sankcji w przypadku braku entuzjastycznego poparcia, jest to ich wszystkich [propagandzistów, ojkofobów] wiara, więc technicznie rzecz biorąc powinna być tylko hipotezą, niczym więcej. Gorzej, gdy współcześni decydenci niczym książęta lub ludowi demokraci z lat 50-tych żądają pokłonów, samokrytyk a przede wszystkim wyznawania ich egzo-duchowości prawo-człowieczej (specjalnie przygotowanej) dla miałkich jednostek.

Gorsi są (i mniej śmieszni) od małolata, który łże o sytuacji, którą sam widziałeś. Wredniejsi od kolesia, który dostał w karnych, a za rok mówi, że wygrał. To taka wstawka żartobliwa, bo gorsi są znacznie. Dziś będą piać na religię, a jutro jarać się tym, że jak mówił Sztorm z cyferkami 6 i 8: ,,głos z ambony groźnie szczeka”, na rewolucyjne nacjonalizmy rzecz jasna – co cieszy i lewych i prawych . Dziś będą prawi, jutro lewi, podczas gdy wyimaginowani adwersarze odwrotnie. By była komplementarność. W każdą ze stron będą kochać i nienawidzić sąsiadów kraju, raz będą popierać najbardziej antynarodowe kursy, innym razem podżegać ludzi, narody do konfliktu między sobą. Z reguły jednak działają na raz, iluzja ich wzajemnej sprzeczności jest ich bronią. Również przekaz dają wzajemnie sprzeczny. Ideowe wnuki libertynów lub faryzejscy dewoci. Tamci drudzy też przecież mają portale etc. Frakcji tam jest dużo. Obowiązkami się podzielili. Na raz sieją i szkołę frankfurcką i paragnostycką frustrację życiem, żeby zebrać jak najwięcej zwolenników wojny o nic. Tu, jakby miedzy wierszami nie wyczytano jeszcze, można mówić rzecz jasna o wszelkich mediach, czy elektronicznych czy papierowych, kinie czy radiu.

Kiedy widać upośledzony przekaz ubóstwiający seksualność, kiedy słychać upośledzony przekaz umniejszający i poniżający seksualność, kiedy podaje się zdegenerowane klisze zabijania dla zabawy, kiedy zatruwa się umysły pacyfizmem, gromiąc na istotę walki, kiedy sprzedaje się chłam o odwiecznej świętości wszystkich postaci i postaw związanych z naszym krajem, kiedy wymusza się chwytami, żalami i groźbami ojkofobię, nienawiść do wiary, pochodzenia, tożsamości i przeszłości (również przedchrześcijańskiej), kiedy zalewa się masy ckliwymi obrazami, że ktoś gdzieś na końcu świata ma źle (jakbyśmy tu w przeważającej mierze aż tak niebiańsko mieli), kiedy karmi się motłoch wywołującym wymioty kiczem – obrazem współczesnych półbogów sukcesu, miliarderów, trans-artystów i nie wiadomo kogo jeszcze – wszystkie te wektorki spotykają się w jednej soczewce. To media. Ciągle głownie telewizja. Stamtąd to wychodzi do szerokich mas. Tam się to sieje. Przekaz żałosnych tematów zastępczych, a często i prymitywnych, gotujących krew, systematycznie celowo sianych łgarstw. On nadaje cel i każdą kolejną emocję szarej lub właśnie womitywnej kolorowej egzystencji społeczeństwa. Zdaje się, że bez rytuału coraz szerszej inicjacji do tego ścieku infantylnych poruszeń i wojen, przeciętny maluczki nie może żyć. Dopiero każda kolejna dawka pcha do przodu bieg życia i wyimaginowanych trosk, zasłaniając realne problemy, tik-tak, tik-tak. Na nic nie ma czasu, ale na kolejną dawkę nierealnych jatek (czy to będzie Jason Statham czy Czas Honoru) jest. Na nic nie ma floty, ale żeby ,,pomóc’’ całym realnie wrogo nastawionym (i do Europy i do wyższych pojęć) kulturowym monolitom jest. Ślijcie flotę do „ chrześcijańskich” syjonistów, do ziemi niegdyś kananejskiej (jak to robi całe rozmodlone USA) albo do ,,ogarniętych działaniami wojennymi”. Są przecież przyczółkiem jak to mówi Kaczyński. A ci drudzy nadzieją kultury, jak to mówią ci od niebieskich flag. Te wszystkie twarze, pokazowo wrogie sobie postawy, niczym janusowski motyw mitologii, to jedna hydra i monolit. Głupio się to mówi, gdyż każdy już to wie. Ale wie i dalej włącza z wypiekami na twarzy, wierząc, zawracając, klucząc. Wie i dalej nie krzyczy. Wie i dalej mówi, że Katyń to Niemcy. Flaga powiewa na wietrze nawet spazmatycznie. Ale kto pomyśli, że trzeba system wywrócić po prostu? Komu śni się sytuacja, w której władcy świata sparaliżowani są tym, że cała podległa kolonia nie płaci lenna, że nie zabija nienarodzonych, że nie zachwyca się obcymi wojskami na swoim terytorium? Ludzie przerażeni są wizją fermentu, który na chwile, jak każdy dym, zabierze im te ich pensyjki, za które i tak żyją iluzorycznie. I to w dwójnasób. Bo albo ogłupiale rozrzutnie, egoistycznie, skąpo i pazernie, albo dosłownie na chlebie. Tak ciągle żyje się w Polsce. W enklawach będących oceanami jak chodzi o zasięg. To, że ktoś gdzieś kasę marnuje, nie świadczy o nieistnieniu zjawiska poprzedniego.

Aby z Polski poszedł w świat przekaz, że nie ma ważniejszych i mniej ważnych ludobójstw w historii, że nie ma zgody na przeinaczanie duchowych i społecznych ról i zadań płci, że niemądre jest plucie na wszystko z PRL-u, dlatego, że mieliśmy pułkowników agentów NATO, a to niby zobowiązuje, że nie może być mowy o dyktacie i wygrażaniu ze strony (co prawda coraz bardziej rozmodlonego) neosowietyzmu jak i macdonaldowego humanizmu demokracji, aby ten wielki płomień wybuchł musi uwierzyć w to choć część społeczeństwa. A do tego jednak chyba daleko. Można w myśl ideologii nacjonalizmu integralnego stwierdzać, że właściwszym nawet byłoby istnienie ideowej elity, tyleż kompetentnej, co autorytatywnie odnoszącej się do swawolnej wewnętrznej suwerenności narodu, no, ale do tego jeszcze dalej. Kraj więc przez przekaz różnych spin doktorów i nie znających wyczucia decydentów czy opiniotwórców, a dzięki temu, że masa to kupuje, staje się rubaszną hańbą, milowo odległą od swego ducha i przeznaczenia wielkości.

Ma ta brzęcząca puszka bezwiednych ,,świadectw” (również lewe czy prawe portaliki) też walor rozrywkowy. Ktoś czasem widzi swoją facjatę na jakimś pochodzie, który oburzył ludzi kultury i legion poważnych obywatelskich wykształconych komentatorów, tych od inwektyw ze spacerniaka i robi się wesoło.

Historia toczy się krzywymi kołami, coś jak w tych masońskich klubach krzywych kółek. Kiedyś w dominującym nurcie narodowego socjalizmu w wariancie zza Odry, istniała wolomocowa przesłanka mówiąca, że samo stwierdzenie ,,chcę’’ już jest usprawiedliwieniem. Właściwie nawet pełną przesłanką, uzasadnieniem. Bez ganienia czy chwalenia tamtego (bo po co grać szczeniaka nietzscheanizmu czy kaprala tomizmu), jasne, że dziś inne wesołe namioty w bloku współczesnego nieporozumienia twierdzą podobnie. Przecież można przez samą deklarację, stwierdzenie, czyli to właśnie, że się ,,chce” wybrać sobie płeć czy narodowość. Trochę jak za komuny, gdzie wszyscy w dokumentach byli Polakami… Dziś wiadomej genezy ośrodki decyzyjne, gdzie lóż więcej niż towarzyszy w komitetach, generują ten brokatowy dramat. To telewizja jednak niesie wcześniej wymyślony wzorzec, dalej, do mieszkań, odbiorników. Każdy taki wzorzec, lewy czy prawy, miód dla bankierów czy marksowską nadzieję dla ludu roboczego, wiadomej klasy amerykańską komedię czy modły i żale za walczących o demokrację. Nade wszystko jednak przesłanie: tyraj, głosuj (koniecznie prawowiernie wobec nowoczesności), ukorz się przed oświeceniem, oddaj pokłon równości, nienawidź pochodzenia. Nie ważna natura, cywilizacja, wysokie odniesienia, etos, jakość postawy. Równość w jednym bagnie to wyznacznik.

Sytuacja jest więc trochę jak w Misiu gdy biorą ślub w USC. Urzędnik włącza chyba jakiegoś Krakowiaka, wpadają niepolitycznego wzrostu „Krakowiacy” właśnie, wręczający paszporty. Między innymi przez to, że szpulowiec odtwarza tam jak odtwarza, sytuacja jest żałosna z instynktownie nasuwającym wrażeniem przerodzenia w tragifarsę. Ale tam, jakby wiele razy scenę oglądać, to na początku przez okna przebijają promienie słońca. Na zewnątrz jest szaro, ale prawdziwe. Dziś właśnie niemałym idealizmem będzie realizm. Ale nie w sensie: ,,ach wszyscy jesteśmy równi, dajcie sobie spokój z ideami’’, ale realizm wyjścia poza bajkę. Poza ułudę brudnych w snakach łap przed serialem, czy wydaniem wiadomości z tropieniem ekstremizmu. Bajkę, która dzięki „uprzejmości” każdej z czterech czy pięciu władz, mediów w dużym stopni właśnie, przypomina nieprzyjemne tripy Jungera z Hoffmanem, Konzettem i panem Gelpke [vide Anniherungen-Drogen und Rausch].

Ale może ta mass medialna anty-bajka, cela dla świadomości, nie jest jednak otoczona – chroniona żelbetem, ale właśnie czymś kruchym jak to okno? I można się spod tego wpływu wydostać?

DMC Firewall is a Joomla Security extension!